Trzeba było nas nie denerwować

Gdyby 10 dni temu ktoś miałby odwagę stwierdzić, że 69 Turniej Czterech Skoczni skończy się wygraną polskiego skoczka, wszyscy popukaliby się w czoło. Dwa dni przed rozpoczęciem Turnieju, nasza reprezentacja została z niego wykluczona. Spowodował to pozytywny wynik badania na COVID-19 u Klemensa Murańki. Zapewne wszyscy pamiętają cały scenariusz zdarzeń: powtarzane badania całej naszej kadry, odizolowanie naszych zawodników w hotelu, gorące telefony ze sztabu… W końcu anulowanie kwalifikacji i zgoda wszystkich ekip, aby polskich skoczków przywrócić do współzawodnictwa. Mówiąc krótko, jeden wielki chaos, który jednak zakończył się happy-endem. Test Klimka okazał się negatywny i Polacy mogli stanąć na starcie zawodów w Oberstdorfie.

Co mnie nie zabije to z pewnością wzmocni

I zaczęły się dziać rzeczy bardzo ciekawe. Rozwój wydarzeń, z dzisiejszego punktu widzenia pokazuje, jak ważne w sporcie są motywacja i skupienie. Sportowiec może być w genialnej formie, wyśmienicie przygotowany do rywalizacji, ale jeśli myślami jest gdzie indziej, ma to niesamowity wpływ na osiągane wyniki. Co mogło dziać się w głowach naszych reprezentantów, kiedy siedzieli pozamykani w pokojach hotelowych podczas kwalifikacji w Oberstdorfie? Prawdopodobnie rządziły nimi złość, bezradność, frustracja, niemoc. Po zmianie decyzji niemieckiego sanepidu, złość zmieniła się w  niesamowitą wewnętrzną siłę i chęć pokazania dobrej formy i fantastycznego przygotowania do turnieju.

Polacy mogli opuścić tę chwilową izolację i zaczęli pokazywać światu, że to doświadczenie tylko ich wzmocniło. Stawali dwójkami na podiach turniejowych konkursów. Skakali wyśmienicie, bili rekordy skoczni, zajmowali wysokie lokaty we wszystkich zawodach.

Polacy zdeklasowali rywali w TCS

Efekt całego zamieszania? Turniej Czterech skoczni po raz trzeci wygrał Kamil Stoch. Dawid Kubacki zajął miejsce trzecie. Ale to nie koniec. Piotr Żyła był piąty, a tuż za nim rewelacyjny Andrzej Stękała.

To nie jest tak, że za machnięciem różdżki wszyscy polscy skoczkowie doznali olśnienia i ze zdwojoną siłą gromili na skoczniach wszystkich rywali. Cała sytuacja na pewno miała olbrzymi wpływ na Klimka, bo jego skoki zdecydowanie straciły na jakości. Na pewno miał świadomość, że to on mógł być przyczyną wykluczenia całej naszej ekipy z najbliższych zawodów. Olek Zniszczoł też skakał w kratkę.  Wiemy jednak, że jego umiejętności z całą pewnością pozwalają mu na lepsze skoki. Patrząc jednak na wszystko z perspektywy czasu można być pewnym, że doświadczenie najstarszych skoczków oraz rodzinna atmosfera całego sztabu były kluczem do sukcesu podczas tych trudnych chwil z początku Turnieju.

Trzeba było nas nie… denerwować!

Trzeba było nas nie… denerwować! Chaos w Oberstdorfie naszą ekipę jednak tylko wzmocnił. Powtórzę się – sportowiec może być w świetnej formie, mieć profesjonalny sprzęt i świetne warunki.

Elementem decydującym o sukcesie lub porażce jest jednak przede wszystkim silna „głowa”.

Takich trzech, jak nas dwóch to nie ma ani jednego

Wszyscy polscy skoczkowie opuszczali skocznię w Bischofshofen z szerokimi uśmiechami na twarzach. Pokazali, że są zgraną ekipą. Choć Złotego Orła zgarnął tylko Kamil Stoch, wszyscy cieszyli się z tego, co osiągnęli jako zespół – niesamowitą więź. Możliwe, że inni nam trochę tego zazdroszczą. Aczkolwiek tym stwierdzeniem nie odkryliśmy po raz drugi Ameryki. Samą wysoką formą nie zdobywa się przecież laurów. Nasza ekipa potwierdziła tylko tę regułę.

Wracamy do walki o Kryształową Kulę

Turniej za nami. Teraz wracamy do zawodów Pucharu Świata. Sportowo udało się odrobić bardzo dużo. W klasyfikacji Pucharu Świata Granerudowi i Eisenbichlerowi depcze po piętach aż trzech Polaków – Stoch, Kubacki i Żyła. Za chwilę do „dziesiątki” może zacząć się dobijać Andrzej Stękała. Prowadzimy w rywalizacji Pucharu Narodów. Wydaje się, że wystarczy iść za ciosem i uważać tylko na przypadkowe zarażenie koronawirusem. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, walka o najwyższe cele tego sezonu może zakończyć się naszym wielkim sukcesem.

Na koniec, trener Doleżał obiecał, że telefonów z numerem kierunkowym +49 nie będzie odbierał. Zdecydowanie nas tym oświadczeniem uspokoił.

Czego nam jedynie brakuje? Spokoju. Bo już raz świat zobaczył, co się dzieje, kiedy denerwuje się polską reprezentację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *